piątek, 29 sierpnia 2014

Trzeba jeść, żeby żyć

Esse oportet ut vivas, non vivere ut edas. Tak brzmi w oryginale owa sekwencja. Zazwyczaj używana pierwsza połowa wskazuje na oczywistość zaspokojenia głodu jako warunek przetrwania. Pozostała część owej łacińskiej mądrości, tłumaczona "nie żyć, żeby jeść" konstatuje smutny fakt, że na zdobywaniu pożywienia upływa nam tyle czasu, iż na poczucie smaku życia nic go już nie zostaje.
Zaiste, prawdą to jest, gdy czytamy opisy wyzysku np. w dziele Fryderyka Engelsa " Położenie klasy robotniczej w Anglii", albo rozpamiętujemy losy czarnego niewolnika na plantacji bawełny w Alabamie. Tu, obok klasycznej "Chaty wuja Toma", polecam Williama Styrona "Wyznania Nata Turnera", który to bohater, jak nasz Jakub Szela przeleciał się z kumplami z siekierą i piłą po domostwach ich Panów.
Ale wracajmy do strawy. Dziś, z jednej strony praca w przysłowiowych korporacjach też trwa od rana do wieczora. Jednak pojęcie "lunch" ma swoją wartość. Pracownika trzeba nakarmić. Pamiętam, gdy zdarzało mi się w zwykły dzień znaleźć w okolicy Wall Street na Manhattanie o godzinie pierwszej, to nagle na pustawe ulice wylewała się z biur rzesza urzędników obu płci ubranych przepisowo i wciekała w okoliczne bary, by wkrótce, już nakarmiona, zostać wchłoniętą na powrót do biurowców.
Ano, mamy dziś najróżniejsze fastfoody i snackbary, mamy szybkie jedzonko z całego świata i możemy je kupić na całym świecie. Wszakże festiwal takiego żarełka to osobna sprawa. I ucieszyłem się, kiedy przypadkowo, na głównej ulicy Helskinek zobaczyłem ciąg kramów kolorowych i strawą i jej twórcami. Pstrykałem więc fotki na prawo i lewo. Widoki zostały, natomiast zapachy i smaki proszę dokomponować sobie z doświadczenia, na miarę kulinarnych upodobań i doraźnego głodu.

























 









 


1 komentarz:

Sebastian Kochaniec pisze...

Szanowny Panie Jacku. Mam do Pana kilka pytań odnośnie wpisu z 2012 roku o Jacku Machniewiczu. Bardzo proszę o kontakt: skochaniec23@gmail.com