sobota, 4 sierpnia 2018

Ja panu powiem jak jest



                                                   


Ja panu powiem jak jest w Norwegii, bo mieszkam tu już 11 lat, a pan był tylko 8 dni. Mój sąsiad w samolocie z Bergen do Warszawy palił się do wymiany myśli. Demokracja tu jest pozorna. Tak naprawdę, to jest kraj reżimowy. Obywatele muszą robić to, co władza im nakazuje. Wolni to tu są tylko narkomani, pedały i inni lewacy. No i czarni z Afryki i muzułmanie na zasiłkach.
                                                   

Polecieliśmy do Norwegii, by przejechać 300 kilometrów malowniczym szlakiem rowerowym Rallarvegen. Zajęło nam to 6 dni. Siódmego włóczyliśmy się po Bergen, a nazajutrz polecieliśmy do domu. Aura nie szczędziła nam rozmaitości. Najpierw mocno grzało, potem pojawiła się burza, a piątego dnia przejechaliśmy blisko osiemdziesiąt kilometrów w deszczu. W Bergen siąpiło równomiernie i dopiero w Warszawie ciepełko dobrało nam się do skóry.

                                                      

Bo ja, proszę pana jestem patriotą i chcę wracać do Polski. Jak sprzedam dom, to spłacę bankowi kredyt i jeszcze mi zostanie na pobudowanie się w kraju i założenie warsztatu. Bo ja mam dyplom mechanika samochodowego i blacharza i lakiernika. Założę firmę rodzinną. Synowie obaj mają smykałkę do mechaniki a córka chce być lakiernikiem. W Norwegii to oni w szkole nic się nie uczą. Pan wie z czego w piątej klasie mają test na koniec? Z tabliczki mnożenia!
                                                            

Trochę się obawiałem, czy podołam kondycyjnie tej wyprawie, ale kiedy znalazłem się w 14 osobowej grupie pod wodzą Damiana, naszego przewodnika, poczułem, że ambicja nie pozwoli mi ciągnąć się w ogonie. Sporo było zjazdów, czasami dość karkołomnych, ale i pod górę trzeba było ostro cisnąć. Rekompensatą za wysiłek były głęboko dotlenione czystym powietrzem płuca i satysfakcja z pokonania kolejnego odcinka trasy.
                               
                                                

                                            

Ja uważam, że każdy powinien mieszkać we własnym kraju, a tu ci czarni się pchają i turbany i nic nie robią. Zasiłku mają więcej niż niektórzy Norwegowie zarabiają i domy dostają od państwa. Z moich podatków. Ja to bym im od razu powiedział - wypad.

                                                  

                                               

Sporo w życiu naoglądałem się widoków, ale Norwegia mnie wprost zachwyciła. Skaliste zbocza, często pionowe zupełnie, piętrzą się majestatycznie. Niezliczone wodospady, małe i wielkie, huczą spienioną wodą. Czasem, spadając w dół, rozwiewa się ona w mgiełką, która na niższych skałach znów rwie białym strumieniem. Woda jest tu niemal zawsze w zasięgu wzroku. Śnieżne zbocza, lodowe czapy i łaty, strumyki, rzeki, jeziora, fiordy. Dobrze się oddycha, jadąc ścieżką pod górę lub pędząc w dół.

                                                  

Bo może pan nie wie, ale my Polacy, Lechici, należymy do unikalnej nacji. Jesteśmy genetycznie czyści. Nigdy nie mieszaliśmy się z innymi narodami. Niech pan sobie o tym poczyta. Jesteśmy też zdolniejsi od innych. My potrafimy wszystko zrobić, a Norwegowie do wszystkiego mają oddzielnych specjalistów. Oni są wychowani tak, żeby robić, co rząd im każe i nie protestować. Władze ciągle chwalą się w telewizji, że to najbogatszy kraj Europy i że ludziom świetnie się tu żyje, ale to nieprawda. Tu jest zacofanie, proszę pana.

                                         

                                           

                                        

Natura w górnych partiach surowa i kamienista, mieni się jednak kolorowymi porostami, mchami, trawami i kwiatami, pobłyskuje srebrzyście miką wśród skał niekiedy czarnych zupełnie. Biało pieni się woda mknąca w dół. Im niżej, tym przybywa wysokiego piętra - drzew iglastych i pokrytych listowiem. Fiordy to osobne cudo norweskiego świata. Głęboko wcinające się w ląd, odbijają w swej ciemnej lub turkusowej toni pionowe ściany skał piętrzących się wysoko nad nimi. Obiecują one podobną głębię pod powierzchnią i faktycznie, nie boją się w nie wpływać wielopiętrowe, luksusowe promy-hotele, czy spore kutry rybackie.

                                                    

                                                    

Słyszał pan o tej chorobie świń, tej afrykańskiej? A wie pan skąd się wzięła. Unia, Niemcy nie chcą konkurencji naszej szynki i Amerykanie też. To lobby amerykańsko - żydowskie nam tę chorobę przywlekło. Wie pan, co moi znajomi widzieli? Dziki nabite na drzewa. Widział pan kiedyś dzika nabitego na drzewo? No właśnie. A oni widzieli na własne oczy. Bo te dziki, to oni nam z samolotów zrzucają, żeby nasze się od nich zaraziły i żeby nasze świnie zdechły. Artykuł o tym czytałem.

                                           

Niewielu Norwegów spotkaliśmy po drodze, niewielu też innych cyklistów. Na takie wyprawy ruszają ci, którzy godzą się pokonywać znaczny wysiłek fizyczny i nie opływać w wygody. Nasze kempingi nie były czterogwiazdkowe. Ja zupełnie inaczej na to patrzę, bowiem z racji donośnego chrapania większość nocy spędziłem na materacu pod gołym niebem, fantastycznie się wysypiając na osobności. Gromada tworząca nasza wyprawę potrafiła stworzyć dobrą atmosferę i miło było witać się ze sobą każdego ranka. Ujawniliśmy wzajemnie sporo naszych pasji i rozmowy wieczorne nie były o niczym. Bardzo mi się ten wyjazd podobał.

                                                             

Ja wyjechałem z kraju bo Platforma tak mnie cisnęła, że musiałem zamknąć własny zakład. To były rządy złodziei, proszę pana. Ale to się skończyło i teraz chcę wrócić do siebie, do Białej Podlaskiej. Bardzo panu dziękuję za ciekawą rozmowę. Wszystkiego dobrego życzę.
 
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 







Brak komentarzy: