piątek, 16 stycznia 2015

Lista zdań warunkowych /niepełna/


                             

Gdybym nie urodził się "pod fortepianem", mógłbym nie być wrażliwy na jego dźwięki. Gdybym, jako dziecko, nie słuchał często radiowych audycji muzyki ludowej w wykonaniu orkiestry Dzierżanowskiego i zespołu mandolinistów pana Ciukszy, to mógłbym obojętnie odnosić się do rodzimego folkloru i nie doceniać wielkiego dorobku prof. Andrzeja Bieńkowskiego.

                            

Gdybym, chorując często jako dziecko, nie oglądał w łóżku albumów ze sztuką polską i światową, nie rozwinąłbym zapewne takiej ciekawości dla artystycznych dokonań dawnych mistrzów.

                             

Gdybym nie widział własnego Ojca rzeźbiącego głowy i postaci ludzkie w glinie a potem wykonującego całą robotę sztukatorską odlewania prac w gipsie, to rzeźba nie stałaby się najbardziej poważaną przeze mnie dziedziną sztuki.

                       

Gdybym od dzieciństwa nie był zabierany często na wycieczki do lasu, to moje lasu rozumienie i umiłowanie byłoby zupełnie szczątkowe.

                       

Gdybym nie widział pracowitości otaczających mnie osób i nie był nakłaniany do spełniania szeregu powinności, mógłbym nauczyć się pobłażać własnemu lenistwu bez większych wyrzutów sumienia.

                             

Gdybym nie zatruł się kiedyś środkami ochrony roślin, poszedłbym na dwa lata do wojska.

                        

Gdybym dostał się w roku 1970 na socjologię, nie wylądowałbym na Akademii Teologii Katolickiej na wydziale filozofii i nie mógłbym do dziś być z tego zadowolonym.

                        

Gdybym pewnego dnia nie miał w swej torbie klamki do drzwi, nie mógłbym przyjść z pomocą dwóm damom uwięzionym za płotem w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą

                         

Gdybym nie został uczulony na jad pszczeli i nie musiał zrezygnować z pracy we własnej pasiece, nie podjął bym pracy w pracowni witrażu p. Teresy Marii Reklewskiej.

                         

Gdybym nie miał za sąsiada nauczyciela jęz. angielskiego, nie stałby się ten język moim narzędziem pracy przez całe niemal życie.

                                

Gdybym miał większy spryt do elektryczności i poprawnie zmontował obwód wg narysowanego schematu, to nie spaliłby się on na oczach komisji egzaminacyjnej w Państwowym Liceum Technik Teatralnych.

                       

Gdybym coś rozumiał z metafizyki na egzaminie z tego przedmiotu po pierwszym semestrze, to prof. Morawiec nie powiedziałby, że nic z tego nie rozumiem.

                             

Gdyby udało mi się zrealizować własne plany związane z wyjazdem do Stanów w 1973 r, to objechałbym świat dookoła.

                       

Gdybym nie zobaczył filmu "Lisbon Story" Wima Windersa, to nie pojechałbym ponownie do Portugalii auto-stopem w 1995 r.

                           

Gdybym w młodości nie cisnął w swego ówczesnego przyjaciela bryłą zlodowaciałego śniegu, to nie uderzyłaby ona w nogę przypadkowo przechodzącej starszej pani i nie mogłaby mi ona opowiedzieć o swoim wypadku kilka lat później, w pociągu jadącym z Jeleniej Góry do Warszawy.

                 

Gdybym w dzieciństwie był przymuszany do picia mleka albo jedzenia pomidorów, to pewnie i tak nie uznałbym tych smaków za atrakcyjne. Za to gdybym był pozbawiony możliwości jedzenia zupy pomidorowej albo zup mlecznych, czułbym się znacznie zubożony w doznania smakowe.



Gdybym nie powtarzał roku w Studium Stenotypii i Jęz. Obcych, nie poznałbym Inki Siwiec, a przez nią jej ojca Ryszarda Siwca z Przemyśla.

                           

Gdyby łatwiej mi było zatrzymać się i zawrócić na krętej górskiej drodze w Masywie Centralnym we Francji, to zrobiłbym zdjęcie krowie, która siedziała na zadzie jak pies. Jeśli nie wierzysz, że to możliwe, mam świadka, bo nie jechałem sam.

                            

Gdybym, po operacji kręgosłupa, nie musiał porzucić dawnego zawodu, nie powiedziałbym pani dyrektor szkoły muzycznej, że mogę natychmiast zacząć uczyć wszystkie klasy języka angielskiego, skoro już październik, a oni jeszcze nie znaleźli nauczyciela.

                                              

Gdyby Dorota S. nie oddała Tomkowi T. jego książki na dworcu, kiedyśmy jechali do Wrocławia wstawiać witraże i gdybym nie poprosił we Wrocławiu Tomka o coś do czytania, to nie dowiedziałbym się, że z powodu stulecia powstania Wielkiej Loży Masońskiej we Francji, poczta tego kraju wydała okolicznościowy znaczek o nominale 90 centimów i nie mógłbym opowiadać o zaskakującej koincydencji, gdy po powrocie do domu, z pożyczonej od kogoś książki, zrzuconej przeze mnie z półki przy sprzątaniu wypadł ów znaczek za 90 centimów.

                       

Gdybym nie wrócił z całą rodziną w 1984 roku z Australii, to pewnie nie pisałbym tego wszystkiego na polskim blogu, a jeśli bym coś pisał, to zupełnie co innego. Ale gdybym mieszkał na Antypodach to też mógłbym poznać Wandę Michalak i miałbym bliżej do Nowej Zelandii, do Joasi i Murray'a.

                              

Gdybym nie poznał w swym, już dość długim życiu tylu osób wyjątkowych, byłoby ono mniej kolorowe.


                                       

1 komentarz:

Anna Karpa pisze...

Gdyby nie przypadek, nie spotkalibyśmy się pewnego roku na maturach i nie komentowałabym tego splotu dziwnych okoliczności ;)
Pozdrawiam