Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Krzysztoń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joanna Krzysztoń. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 stycznia 2011

Chusta Weroniki

"Chusta Weroniki " odnosi nas do pojęcia wiernego obrazu /gr. veraikon/. Wierny obraz fascynuje tym, że jest zapisem prawdy. Jest takim uchwyceniem rzeczywistości, które znosi wszelkie wątpliwości związane z tradycyjnym poznawaniem. Gwarantuje wierność. "Wierny" wiąże się z wiarą, a właśnie na terenie wiary poznanie wolne jest od problemów weryfikacji, które towarzyszą poznawaniu zmysłowemu i rozumowemu pojmowaniu. Tu pojawia się objawienie, tu można doznać łaski poznania. Tu przedziwnie odwraca się porządek: podmiot poznający ulega Wszechwiedzącej Mocy Przedmiotu Poznania i jest zachęcany do wysiłku poznawczego na drodze wiary.
Ja natomiast, zachęcony przez Joannę Krzysztoń do udziału w projekcie "Chusta Weroniki", zaproponowałem współudział swojej córce Weronice Brzezińskiej i razem stworzyliśmy tryptyk, w którym próbujemy jak najpełniej wyrazić postulat wiernego obrazu.


Praca pierwsza, "Weronika", jest fotografią córki wykonaną przez ojca. Weronika została sfotografowana na tle tej samej ściany, na której było później wyeksponowane zdjęcie.



Praca druga, "Veraikon," to namalowana przez Weronkię wierna kopia wizerunku twarzy Chrystusa "Il Volto Santo" z Manopello.


Praca trzecia, "Chusta Weroniki", to zdjęcie zrobione przez Jacka, ukazujące Weronikę z namalowaną przez siebie chustą. Tu, poza podwójnym znaczeniem zawartym w tytule, uwaga skierowana jest na dzieło, które zawsze pozostaje wiernym obrazem swojego twórcy.

      

Tryptyk "Wierny obraz" znalazł się na wystawie zbiorowej pt. "Chusta Weroniki", zorganizowanej w Podziemiu Kamedulskim na Bielanach w maju 2007 roku.

czwartek, 23 grudnia 2010

Pożar

Czemu blog nie miałby się zaczynać od pożaru?
 
Galeria Sztuki światowej w Śmietniku spalona! Kto spalił, nie wiadomo. Pewnie nocny nurek wygrzebał puszki, na odchodnym wrzucił peta do śmieci i poszło... . Czarne wnętrze, wypalony tynk, na ścianie zachował się jeden rożek „Żołnierzy czarnych”. Zczerniały.
Przekornie klaruje się charakter naszej Galerii. Uroczyste otwarcia, skryte zdzieranie prac, ich reintrodukcja, wernisażowe przyjęcia,  miłe recenzje, klęska pożaru. Teraz trzeba poczekać na remont – pewnie nie wcześniej niż na wiosnę ­– i zaczniemy nowy ciąg dalszy. Widać tak ma być.
Takia jest ta żywa przestrzeń, miejsce najbardziej publiczne i cholernie intymne zarazem. Wszak różne śmieci wyrzucamy – puszkę po groszku konserwowym i pustą tubkę po maści na hemoroidy.  I każdy dorzuca swoje. Pojedynczo. Po cichu.
Najpierw dorzuciłem „Portret aktorki” – Wyspiańskiego. Reprodukcję kupiłem w Krakowie, w czasie wycieczki z uczniami. Zapytali po co mi ten plakat. Powiedziałem, że otwieram Galerię sztuki w Smietniku. Popatrzyli. Wytrzymali.
 
Otworzyłem. Pięknie się w niebieskościach aktorka z kubłami zlała. W pierwszej wersji miałem zdzierać jeden obraz i w to miejsce przyklejać następny. Klasykę światowego malarstwa. Zdarłem więc po dwóch miesiącach aktorkę. Joanna Kwapińska ze mną razem zdzierała i zabrała sobie podartą na pamiątkę, bo to właśnie ten obraz kazał jej tatuś przymusowo kopiować w ramach nauki malarstwa.
Powiesiłem Salwadora Dali. Żyrafa proroczo płonęła i świetnie podchodziła pod kolor kubłów a kobieta swym nadpsuciem pasowała do ich zawartości.
Opowiedziałem Grzegorzowi Rogali o Dalim w śmietniku, a on mówi, że też chce tam wisieć i że warto bym się  trzymał „jeszcze żywych artystów”. I zaraz zrobiła się kolejka.
Pojawili się „Żołnierze czarni” – Grzegorza i jakiś czas potem zostali zdarci. Wmaszerowali na swoje miejsce ponownie przy okazji wieszania „Labiryntu” – Joasi Krzysztoń. Pojawiła się „Prawda” – Klary Kopcińskiej i rychło została potraktowana brutalnie. Z prawdą tak bywa.
 
Przed Świętami miała wrócić razem z nowymi pracami. W prezencie na Gwiazdkę. Joanna Kwapińska szykowała „Śmieć w Wenecji”, a ja postanowiłem promować mojego ulubionego menela – muzyka z N.Y.C. Ground Zero.


Powoli. Poczekają. A może na przekór losowi wkleimy je jeszcze przed remontem – w stan zastany. Zgodnie z duchem miejsca.